Skocz do zawartości

Zaloguj przez Facebook Rejestracja

Najnowsze tematy

Wyświetl nową zawartość »

Liceum

lots szkoła wybór liceum salezjanie

41 odpowiedzi w tym temacie

#21 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 10 kwiecień 2014 - 20:40:16

HAHA W SALEZJANACH WYSOKI POZIOM, DOSTAĆ SIĘ MOŻE DOSTAĆ KAŻDY MATOŁ, ALE TEN Z CCZEROWYYM PASKIEM TO TYLKO DO HUBALA (ironia). OCENIAM SALEZAJN, CHOĆ DO NICH NIE CHODZIŁAM, ALE NAJLEPIEJ JEST OCENIAĆ SZKOŁĘ DO KTÓREJ SIĘ NIE CHODZIŁO - taka opinia się ciągnie za tą szkołą przez to, że takie dusze renesansu jak Ty otwierają aparat gębowy lub sięgają za klawiaturę i piszą takie bzdury. Żal mi Cię. A studiować dziś może każdy jak to ktoś wyżej napisał, płacisz na WSB i masz dyplomik. P.S. "Napewno" pisze się osobno.

Otoz mylisz sie.Chodziłam do Salezjan tyle ze do gimnazjum wiec mam prawo ocenic te szkole. I ja cie nie obrazam, wiec nie wiem z jakiego powodu sie tak bulwersujesz. Rozumiem ze reagujesz agresja na kazdy wpis o swoich ukochanych salezjanach ale wyluzuj bo ci zylka peknie. Kazdy ma prawo miec wlasne zdanie. Ty sobie mozesz na Hubal zlorzeczyc ile wlezie.



#22 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 10 kwiecień 2014 - 20:46:38

 

Proszę mi wyjaśnić definicję "słabego ucznia". Czy to ten, któremu sprawia trudność myślenie odtwórcze? Co nie wchodzi mu materiał, narzucany przez nasz system edukacji? Nie każdemu była dana zdolność kucia na pamięć całych stron tekstu, by później o nich zapomnieć, albo liczyć bardzo trudne zadania z algebry aby liczyć na kalkulatorze dodawanie prostych liczb. W każdej szkole można do czegoś dojść, a moim zdaniem najważniejsza jest tz "szkoła życia". Znam bardzo wiele osób, które osiągnęły w życiu bardzo dużo. I to po zawodówkach, liceach co, były uznawane za stratę czasu. Wiecie dlaczego w Polsce była, jest i będzie bieda i nigdy nie dogonimy zachodu? Właśnie przez takie brednie pisane przez wyżej wymienionego gościa. Nigdy nie osiągniemy dobrobytu jeżeli nie będziemy mieli silnej KLASY ŚREDNIEJ społeczeństwa. Nasz system edukacji, lekko mówiąc jest do ciemnej rzopy. Nie uczy nas niczego, co mogłoby pomóc w wyborach życiowych. Dlatego też są takie skrajności. A własnie skrajności prowadzą do destrukcji. 

Wracając do LOTS- fajna szkoła, ładnie wyremontowana, kadra nauczycielska zróżnicowana tak jak w innych szkołach. Są lepsi i gorsi nauczyciele. Wiele spraw jest utajnianych, dlatego też szkola ma renome w regionie. Kiedyś pan księciunio się natnie i będą problemy, które mogą zostać rozwiązane na drodze kulawego prawa. Co do uczniów- nie nazwałbym tej hołoty elitą. Część na prawdę chce sie uczyć, dążyć do lepszego zycia. Reszta to banda rozpuszczonych z bogactwa dzieciarów. Kto twierdzi inaczej niech rzuci kamieniem. 

Teraz kilka słów do tych "slabych uczniów". Jeżeli Wam nie wychodzi, nie poddawajcie się. Miejcie wiarę i nadzieję w lepsze jutro. Te słowa są przede wszystkim skierowane do tych osob, co życie rzuca im caly czas kłody pod nogi. Patologi też nie można wykreślać. Pokażcie innym próżniakom, że dacie radę. Życie to nie same sukcesy, lecz też i porażki, z których można utworzyć solidną przyszłośc. 

Temat dlugi jak rzeka. Nie chcę mi się dalej stukać w klawiaturę.

 

Masz racje. Poziom w Salezjanach moze i wysoki, ale uczniowie brak slow. Do "elity " to im daleko. Oczywiscie sa wyjatki ale to jest mniejszosc.



#23 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 10 kwiecień 2014 - 22:15:55

Masz racje. Poziom w Salezjanach moze i wysoki, ale uczniowie brak slow. Do "elity " to im daleko. Oczywiscie sa wyjatki ale to jest mniejszosc.

 


 Niestety  zwykłe publiczne szkoły nie mają żadnych szans na pozyskanie takich środków, na jakie mogą pozwolić sobie szkoły katolickie. Właściwe zarządzanie i zaangażowanie dyrektora takiej szkoły ma ogromne znaczenie, ale wiadomo, że z próżnego i Salomon nie naleje. Przy obecnej polityce oświatowej , tendencji do   likwidacji placówek i wyprzedaży dóbr publicznych, może się okazać, że znikną zwykłe  szkoły i przedszkola  publiczne. Zostaną tylko katolickie lub prywatne szkoły prowadzone za publiczne pieniądze i posiadające status publicznych.



#24 ~gosc~

~gosc~
  • Goście

Napisano 11 kwiecień 2014 - 10:44:05

Wysoki poziom w Salezjanach dla mnie oznacza wymagania , realizowane nie w szkole ale na korepetycjach.



#25 ~ja~

~ja~
  • Goście

Napisano 11 kwiecień 2014 - 11:02:46

Jakich korepetycjach? Chodziłem do Salezjan , prawie się nie uczyłem i skończyłem liceum z średnia 4,3. To nie jest to, ze szkoła Cię nie uczy. W dużej mierze zależy to od nas samych i naszych predyspozycji. Wybór szkoły ma znaczenie jeśli chce się iść na studia dzienne, na lepsze uczelnie.

 

Odniose się do czerwonych pasków. Można mieć świadectwo z czerwonym paskiem, ale źle napisać testy gimnazjalne i wtedy się nie dostaniesz. Byłem w LOTS na mat-fizie i większość to były osoby z czerwonymi paskami , a te co ich nie miały miały wysokie wyniki z testów. Wysoki to powżyej 80 pkt /100. 

 

 



#26 ~ja c.d~

~ja c.d~
  • Goście

Napisano 11 kwiecień 2014 - 11:07:29

Jakich korepetycjach? Chodziłem do Salezjan , prawie się nie uczyłem i skończyłem liceum z średnia 4,3. To nie jest to, ze szkoła Cię nie uczy. W dużej mierze zależy to od nas samych i naszych predyspozycji. Wybór szkoły ma znaczenie jeśli chce się iść na studia dzienne, na lepsze uczelnie.

 

Odniose się do czerwonych pasków. Można mieć świadectwo z czerwonym paskiem, ale źle napisać testy gimnazjalne i wtedy się nie dostaniesz. Byłem w LOTS na mat-fizie i większość to były osoby z czerwonymi paskami , a te co ich nie miały miały wysokie wyniki z testów. Wysoki to powżyej 80 pkt /100. 

Dodam jeszcze, że poziom nie powala i zawsze mógłby być wyższy. Nauczyciele nie mają wygórowanych wymagań. Człowiek uczy się dla siebie, więc jeśli nie odpowiada coś jednej czy drugiej osobie to nie musi wybierać takiej szkoły. 

To LO ma swój klimat i mimo wszystko poleciłbym ją wszystkim bez wahania. 3 lata spędzone w murach tej szkoły zapadną mi w pamięci na zawsze:) pozdro!



#27 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 11 kwiecień 2014 - 19:01:01

Jakich korepetycjach? Chodziłem do Salezjan , prawie się nie uczyłem i skończyłem liceum z średnia 4,3. To nie jest to, ze szkoła Cię nie uczy. W dużej mierze zależy to od nas samych i naszych predyspozycji. Wybór szkoły ma znaczenie jeśli chce się iść na studia dzienne, na lepsze uczelnie.

 

Odniose się do czerwonych pasków. Można mieć świadectwo z czerwonym paskiem, ale źle napisać testy gimnazjalne i wtedy się nie dostaniesz. Byłem w LOTS na mat-fizie i większość to były osoby z czerwonymi paskami , a te co ich nie miały miały wysokie wyniki z testów. Wysoki to powżyej 80 pkt /100. 

A mnie w "Hubalu" nauczyli , że mówi się do salezjanów.Odmiana w dopełniaczu i bierniku : lubię salezjanów albo nie lubię salezjanów. Dopełniacz z końcówką - ów jest charakterystyczny dla nazw członków zgromadzeń zakonnych.



#28 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 11 kwiecień 2014 - 19:08:48

A u Salezjanów, jaki jest poziom opłat za szafki?
 

Płaci się miesięcznie czy rocznie? Ile?



#29 ~mikej~

~mikej~
  • Goście

Napisano 12 kwiecień 2014 - 01:25:04

A mnie w "Hubalu" nauczyli , że mówi się do salezjanów.Odmiana w dopełniaczu i bierniku : lubię salezjanów albo nie lubię salezjanów. Dopełniacz z końcówką - ów jest charakterystyczny dla nazw członków zgromadzeń zakonnych.


Racja, tak sie mowi:) ja chodzilem do salezjanow.. jeszcze jak u Wilczynskiej na chemii siedzielismy w kurtkach, bo nie bylo ponoc na opal, ale lata liceum wspominam bardzo miło.

#30 ~stasiek~

~stasiek~
  • Goście

Napisano 12 kwiecień 2014 - 07:49:53

Racja, tak sie mowi:) ja chodzilem do salezjanow.. jeszcze jak u Wilczynskiej na chemii siedzielismy w kurtkach, bo nie bylo ponoc na opal, ale lata liceum wspominam bardzo miło.

Uczymy się dla siebie. Nie ważne gdzie, ważne jak i po co. Kilka lat temu, szkoły w Polsce były szkołami- nie brakowało w nich kindersztuby. Teraz uczniowie robią co chcą i de facto widać te efekty chociażby na ulicach. 



#31 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 12 kwiecień 2014 - 12:52:01

A u Salezjanów, jaki jest poziom opłat za szafki?
 

Płaci się miesięcznie czy rocznie? Ile?

Trzeba płacic za szafki? Co to za dziadostwo? Za korzystanie z łazienki tez niedlugo moze bedzie trzeba płacic



#32 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 12 kwiecień 2014 - 23:19:18

Uczymy się dla siebie. Nie ważne gdzie, ważne jak i po co. Kilka lat temu, szkoły w Polsce były szkołami- nie brakowało w nich kindersztuby. Teraz uczniowie robią co chcą i de facto widać te efekty chociażby na ulicach. 

Niestety kindersztuba odeszła w zapomnienie , nieuchronnie chamiejemy. Weźmy choćby wulgaryzmy - dzisiaj pod każdą szkołą te same,chociaż może  licealiści bluźnią nieco ciszej. Gdyby to jeszcze były finezyjne przekleństwa w stylu Witkacego, ale nie, wszędzie te same - w gimnazjum, w zawodówce i na UMK , w telewizji ,  w polityce itd..Im więcej wulgaryzmów w filmie , tym większa oglądalność . Wulgarne komentarze na facebooku mają najwięcej polubień.Szkoła musi z tym walczyć, ale to chyba  walka z wiatrakami .



#33 ~Absolwent LO Tow. Sal.~

~Absolwent LO Tow. Sal.~
  • Goście

Napisano 01 czerwiec 2015 - 09:56:00

Kochani. Wyzłośliwiać się może każdy. Jestem dumny ze swojej szkoły średniej, do której uczęszczałem w latach 90-tych ubiegłego wieku. A było to ... Liceum Ogólnokształcące Tow. Salezjańskiego. Porządna szkoła. Wspaniali profesorowie. Niektórych nie ma już dzisiaj wśród nas. Oby każdy miał tak dobre wspomnienia i tyle sentymentu do swojej szkoły.



#34 ~grupka ludzi~

~grupka ludzi~
  • Goście

Napisano 09 czerwiec 2015 - 13:08:45

Racja, tak sie mowi:) ja chodzilem do salezjanow.. jeszcze jak u Wilczynskiej na chemii siedzielismy w kurtkach, bo nie bylo ponoc na opal, ale lata liceum wspominam bardzo miło.

 

Kochani. Wyzłośliwiać się może każdy. Jestem dumny ze swojej szkoły średniej, do której uczęszczałem w latach 90-tych ubiegłego wieku. A było to ... Liceum Ogólnokształcące Tow. Salezjańskiego. Porządna szkoła. Wspaniali profesorowie. Niektórych nie ma już dzisiaj wśród nas. Oby każdy miał tak dobre wspomnienia i tyle sentymentu do swojej szkoły.



#35 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 09 czerwiec 2015 - 16:10:32

Trzeba płacic za szafki? Co to za dziadostwo? Za korzystanie z łazienki tez niedlugo moze bedzie trzeba płacic

 

Żadne dziadostwo płaci się z tego co pamiętam 120 zł z czego w 3 klasie oddają 90. 10 zł za rok nauki .

Jest to swoistego rodzaju zabezpieczenie przed zniszczeniem.



#36 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 09 czerwiec 2015 - 17:58:10

Żadne dziadostwo płaci się z tego co pamiętam 120 zł z czego w 3 klasie oddają 90. 10 zł za rok nauki .

Jest to swoistego rodzaju zabezpieczenie przed zniszczeniem.

Czyli jest opłata 10 zeta za rok.



#37 ~zenon~

~zenon~
  • Goście

Napisano 23 listopad 2015 - 07:25:31

To co się dzieje w liceum zakrawa na skandal medialny i uważam że ktoś w końcu powinien naświetlić sprawę w mediach, czy jest jakiś uczeń  w klasie maturalnej który nie musi chodzić na korepetycje żeby nie bać się matury ??????



#38 ~starszy~

~starszy~
  • Goście

Napisano 23 listopad 2015 - 13:40:59

To co się dzieje w liceum zakrawa na skandal medialny i uważam że ktoś w końcu powinien naświetlić sprawę w mediach, czy jest jakiś uczeń  w klasie maturalnej który nie musi chodzić na korepetycje żeby nie bać się matury ??????

Dawniej nie były modne korepetycje.Teraz rodzice posyłają dzieci,bo nie mają dla nich czasu.Dzieci za dużo siedzą w internecie,nie ma pomocy kolegi z klasy..Mają ADHD,dyslekcję

i tym podobne zaświadczenia.



#39 ~Bomber~

~Bomber~
  • Goście

Napisano 09 grudzień 2015 - 15:24:11

Nową maturę można zdać na 50-60% bez nauki, jeśli musisz chodzić na korki aby opanować temat do matury to powinieneś za wczasu  spakować się do Anglii  i pracować u niedomytego Arabusa, a Państwu powiniecie oddać za 10 lat bezsensownego kształcenia.

 



#40 ~starszy~

~starszy~
  • Goście

Napisano 09 grudzień 2015 - 15:41:45

Bardzo mi się ten tekst podoba dlatego go zamieszczam :

"My, urodzeni w latach 50-60-70-80 tych, wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych.
"Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominamy z nostalgią lata 60-70- 80. Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy). Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.
Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za smarowanie dzieci spirytusem. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce skutkował bezwzględnie karami.
Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo – jak zwykle. Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą już do niej wracać. Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć.
Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy. Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych.
Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka. W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać. Pies łaził z nami – bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.
Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka. Za to potem robił nam bańki mydlane z dymem fajki w środku. Fajnie się dym później rozchodził po podłodze jak bańka pękła.
Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo. Do szkoły chodziliśmy półtora kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie (za 3 błędy nie zdawało się matury z polaka). Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot. Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.
Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy, chleb masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i pieczarki z łąki, podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny, kwasiory/szczaw, kogel-mogel, lizaliśmy kwiatki od środka. Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię.
Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku. To nam wystarczyło na całe życie. Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi, ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę, czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała, lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie i poręcze w bloku. Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.
Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę, w noża (oj krew się lała ), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu, graliśmy w nogę, dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział. Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem. Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną, szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster. I tyle. Nikt nie umarł.
W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie. Też nikt nie umarł. Podręczniki szanowaliśmy i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik. Im starsza książka tym lepiej. Jak się poskarżyłeś mamie na nauczyciela to jeszcze w łeb dostałeś. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością. Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie, koledzy ze starszej klasy, pani na świetlicy albo woźna jak już świetlica była zamknięta. Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie, a po powrocie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego – codzienne obowiązki im na to nie pozwalały. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami.
Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.
A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!"

 





Dodaj odpowiedź



  



Również z jednym lub większą ilością słów kluczowych: lots, szkoła, wybór, liceum, salezjanie

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych