Skocz do zawartości

Zaloguj przez Facebook Rejestracja

Najnowsze tematy

Wyświetl nową zawartość »

KOMERCYJNE ŁOWIENIE DORSZA NA BAŁTYKU


18 odpowiedzi w tym temacie

#1 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 26 wrzesień 2009 - 05:19:24

Wpisujcie swoje wrażenia.

#2 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 26 wrzesień 2009 - 07:00:08

Było to 2 lata temu. Był to pierwszy zaciąg. W 2 sieciach miałem po 20t dorsza. Wszystko sprzedałem Norwegom.

#3 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 26 wrzesień 2009 - 07:07:24

Chodzi zapewne o łapanie na wędkę.

#4 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 26 wrzesień 2009 - 07:22:03

Ja pływałem na Poszukiwaczu i szczerze polecam. Szyper z synem są wędkarzami i rybę znajda zawsze, będąc z ojcem pierwszy raz na dorszach złapaliśmy ładne sztuki mimo słabych brań( 2,5; 3,5; 5 kg) każdy miał po kilka sztuk. POLECAM!!!

#5 ~~pol~~

~~pol~~
  • Goście

Napisano 26 wrzesień 2009 - 07:23:24

Szczerze nie polecam Gacka z Darłówka mimo iż na swej stronie internetowej szumnie oferują swe usługi rzeczywistość jest jednak inna zła przez 9 godzin pływania po Bałtyku 6 razy można było wyrzucić w morze zestaw i to tylko po parę minut. Nie mówiąc już o jakimkolwiek posiłku czy kawie i herbacie tych rzeczy porostu nie ma załoga to jednym słowem oszuści. Mam tylko nadzieję że życie nauczy ich dbania o klienta

#6 ~dorsz~

~dorsz~
  • Goście

Napisano 26 wrzesień 2009 - 07:34:56

Znajomy zaproponował mi wspólny wyjazd do Kołobrzegu na dorsze. Zawsze chciałem spróbować jak to jest łowić z kutra, więc bez zastanowienia zgodziłem się na wyprawę. Pobudka była bardzo wczesna, o godzinie 3.45 wyjechaliśmy z zaśnieżonego Koszalina. Pogoda zaskoczyła nie tylko nas, ale również drogowców. Śnieg zalegał na drodze, a kilkustopniowy mróz nie pozwalał mu stopnieć. Ubrany byłem na cebule i chyba nic nie było w stanie mnie pokonać. Nic oprócz Bałtyku...
O godzinie 5.30 odbiliśmy od brzegu, a ja zaległem na koi dolnego pokładu kutra. Dopłynięcie na łowisko miało trwać dwie godziny, więc czas ten przeznaczyłem na odpoczynek. Wiatr o sile około 4 stopni w skali Beauforta podrywał dziób statku podczas wyjścia z portu. Potem gdy statek wszedł w rytm i ciął dziobem fale, kołysanie nie było prawie odczuwalne.
Po dwóch godzinach obudził mnie kolega i sam wyszedł na pokład bo rozpoczynaliśmy łowienie. Statek utrzymywany w dryfie przez sternika zaczął bujać się na falach. Przechyły były w każdą możliwą stronę i po kilkunastu sekundach kroplisty pot wystąpił na moje czoło, po dalszych kilku miałem mokre plecy i nie byłem w stanie założyć obuwia. Gdy to wreszcie zrobiłem, wygramoliłem się na pokład i łapnąłem świeżego powietrza. Ponadto temperatura około zera stopni skutecznie doprowadziła mnie do porządku. Szybko zostałem zaznajomiony z zasadami obowiązującymi na kutrze, tj.:
- jeden sygnał syreny - zaczynamy łowienie;
- dwa sygnały - wyciągamy przynęty i zmieniamy łowisko;
- trzy sygnały - kończymy łowienie i spływamy do portu.
W dalszym ciągu ledwo żywy, zarzuciłem kupionego dzień wcześniej 120g niebieskiego pilkera wraz z przewieszką. Kilka energicznych poderwań z dna i poczułem, że coś uwiesiło się na wędce. Uwiesiło się - to dobre słowo, bo typowego brania nie czułem. Łowiliśmy z głębokości około 40m i żyłka na wypożyczonym za 20zł na kutrze wędzisku nie była w stanie przekazać mi dostatecznie jednoznacznej informacji o braniu. Mimo to rozpocząłem pompowanie. Przyznam, że ręce mi omdlewały, a to że wyciągnięty dorsz miał ponad 2kg i był jedną z pierwszych ryb na kutrze i dodatkowo moim pierwszym w życiu, nie poprawiła mi humoru. Poza tym nadal bujało i chcąc nie chcąc musiałem przewiesić się przez burtę i oddać co nieco Neptunowi. Kapitan widząc moje kłopoty zdrowotne zaproponował bym zjadł śniadanie, dodając jednocześnie - będziesz miał czym rzygać. Pocieszenie żadne, rada też nie najlepsza, wolę już chyba się męczyć na sucho, pomyślałem.
Co kilkanaście minut zmienialiśmy łowisko, ze względu na słabe brania dorszy. Ktoś z łowiących wspomniał, że w ubiegłym tygodniu złowił kilkadziesiąt dorszy, na co kapitan odrzekł cicho - bo baba jest na pokładzie. Według rybaków przynosi to pecha. Inną kwestią jest to, że pani ta łowiła więcej ryb niż inni wędkarze.Największym wyczynem jakiego dokonałem na kutrze było nie wyholowanie dorsza, czy też utrzymanie się na pokładzie przy tak wzburzonym morzu, ale skorzystanie z toalety. Nie mogąc (ze względu na obecną płeć przeciwną) sikać za burtę, udałem się do wnętrza kutra. Na szczęście ścianki WC były blisko siebie i mogłem zaprzeć się o nie łokciami, inaczej trafienie do muszli było by raczej dziełem przypadku, nie mówiąc już o tym, że zamoczyłbym sporą część swojej garderoby i wszystko wokół mnie.
Podsumowując wyjazd mogę powiedzieć, że teraz już wiem - łowienie dorszy to nie dla mnie. Przypominało mi to łowienie spod lodu, tyle że w mega wymiarze - większe przynęty, większe wędki, głębokość łowiska. Raczej nie zdecyduję się na ponowny wyjazd, chyba że na morzu będzie zupełna flauta. Niech żyje stały ląd!

#7 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 26 wrzesień 2009 - 07:58:45

To z wedkarstwem nie ma nic wspolnego, zadnej finezji, bujanie i nic po za tym szczeli albo nie, a po zacieciu ciagniesz jak klode drewna. łowienie plotek i okonkow daje wieksza frajde.

#8 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 01 październik 2009 - 05:24:02

Znajomy zaproponował mi wspólny wyjazd do Kołobrzegu na dorsze. Zawsze chciałem spróbować jak to jest łowić z kutra, więc bez zastanowienia zgodziłem się na wyprawę. Pobudka była bardzo wczesna, o godzinie 3.45 wyjechaliśmy z zaśnieżonego Koszalina. Pogoda zaskoczyła nie tylko nas, ale również drogowców. Śnieg zalegał na drodze, a kilkustopniowy mróz nie pozwalał mu stopnieć. Ubrany byłem na cebule i chyba nic nie było w stanie mnie pokonać. Nic oprócz Bałtyku...
O godzinie 5.30 odbiliśmy od brzegu, a ja zaległem na koi dolnego pokładu kutra. Dopłynięcie na łowisko miało trwać dwie godziny, więc czas ten przeznaczyłem na odpoczynek. Wiatr o sile około 4 stopni w skali Beauforta podrywał dziób statku podczas wyjścia z portu. Potem gdy statek wszedł w rytm i ciął dziobem fale, kołysanie nie było prawie odczuwalne.
Po dwóch godzinach obudził mnie kolega i sam wyszedł na pokład bo rozpoczynaliśmy łowienie. Statek utrzymywany w dryfie przez sternika zaczął bujać się na falach. Przechyły były w każdą możliwą stronę i po kilkunastu sekundach kroplisty pot wystąpił na moje czoło, po dalszych kilku miałem mokre plecy i nie byłem w stanie założyć obuwia. Gdy to wreszcie zrobiłem, wygramoliłem się na pokład i łapnąłem świeżego powietrza. Ponadto temperatura około zera stopni skutecznie doprowadziła mnie do porządku. Szybko zostałem zaznajomiony z zasadami obowiązującymi na kutrze, tj.:
- jeden sygnał syreny - zaczynamy łowienie;
- dwa sygnały - wyciągamy przynęty i zmieniamy łowisko;
- trzy sygnały - kończymy łowienie i spływamy do portu.
W dalszym ciągu ledwo żywy, zarzuciłem kupionego dzień wcześniej 120g niebieskiego pilkera wraz z przewieszką. Kilka energicznych poderwań z dna i poczułem, że coś uwiesiło się na wędce. Uwiesiło się - to dobre słowo, bo typowego brania nie czułem. Łowiliśmy z głębokości około 40m i żyłka na wypożyczonym za 20zł na kutrze wędzisku nie była w stanie przekazać mi dostatecznie jednoznacznej informacji o braniu. Mimo to rozpocząłem pompowanie. Przyznam, że ręce mi omdlewały, a to że wyciągnięty dorsz miał ponad 2kg i był jedną z pierwszych ryb na kutrze i dodatkowo moim pierwszym w życiu, nie poprawiła mi humoru. Poza tym nadal bujało i chcąc nie chcąc musiałem przewiesić się przez burtę i oddać co nieco Neptunowi. Kapitan widząc moje kłopoty zdrowotne zaproponował bym zjadł śniadanie, dodając jednocześnie - będziesz miał czym rzygać. Pocieszenie żadne, rada też nie najlepsza, wolę już chyba się męczyć na sucho, pomyślałem.
Co kilkanaście minut zmienialiśmy łowisko, ze względu na słabe brania dorszy. Ktoś z łowiących wspomniał, że w ubiegłym tygodniu złowił kilkadziesiąt dorszy, na co kapitan odrzekł cicho - bo baba jest na pokładzie. Według rybaków przynosi to pecha. Inną kwestią jest to, że pani ta łowiła więcej ryb niż inni wędkarze.Największym wyczynem jakiego dokonałem na kutrze było nie wyholowanie dorsza, czy też utrzymanie się na pokładzie przy tak wzburzonym morzu, ale skorzystanie z toalety. Nie mogąc (ze względu na obecną płeć przeciwną) sikać za burtę, udałem się do wnętrza kutra. Na szczęście ścianki WC były blisko siebie i mogłem zaprzeć się o nie łokciami, inaczej trafienie do muszli było by raczej dziełem przypadku, nie mówiąc już o tym, że zamoczyłbym sporą część swojej garderoby i wszystko wokół mnie.
Podsumowując wyjazd mogę powiedzieć, że teraz już wiem - łowienie dorszy to nie dla mnie. Przypominało mi to łowienie spod lodu, tyle że w mega wymiarze - większe przynęty, większe wędki, głębokość łowiska. Raczej nie zdecyduję się na ponowny wyjazd, chyba że na morzu będzie zupełna flauta. Niech żyje stały ląd!

Czy ktoś ma namiary na dobry kuter,Chodzi mi o łowienie.

#9 majowy

majowy

    Swojak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPip
  • 396 postów

Napisano 04 październik 2009 - 20:59:48

Bardzo fajna zabawa. Namiary mogę podać na wiele kutrów, ale w jakiej miejscowości? Pływałem z różnych portów. Rozpowszechnia się to coraz bardziej. Wiele osób z Grudziądza jeżdzi na łowienie. Najczęsciej do Władysławowa, ale też dalej, Darłówek, nawet Łeba. Można się umówić na wspólne wypady. Jest taniej i rażniej. Frajda duża, a jak dobry dzień, to kilkadziesiąt sztuk się wyciągnie.

#10 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 05 październik 2009 - 04:30:57

Bardzo fajna zabawa. Namiary mogę podać na wiele kutrów, ale w jakiej miejscowości? Pływałem z różnych portów. Rozpowszechnia się to coraz bardziej. Wiele osób z Grudziądza jeżdzi na łowienie. Najczęsciej do Władysławowa, ale też dalej, Darłówek, nawet Łeba. Można się umówić na wspólne wypady. Jest taniej i rażniej. Frajda duża, a jak dobry dzień, to kilkadziesiąt sztuk się wyciągnie.

Powiedz jaki sprzęt do łowienia trzeba mieć i jaka jest cena takiego rejsu np. w Łebie?

#11 ~~mrLusiek~~

~~mrLusiek~~
  • Goście

Napisano 05 październik 2009 - 07:15:32

Dorszowa zabawa wędkarska, różni się znacznie od łowienia tradycyjnego. Jest dość droga - minimum 200 zł /+prowiant/, dobrane towarzystwo /bez smutasów/, odrobina odwagi i konieczny, niczym nie uzasadniony optymizm wędkarski /polska dusza/ . Alkohol jeśli już, to tylko w niewielkich ilościach ułatwiających pokonanie choroby morskiej/ nie zawsze pomaga/. Zadowolenie z wyjazdu będzie gwarantowane jeśli pływanie po naszym huśtającym Bałtyku uznamy za ciekawą wycieczkę, a złowione ryby w tych na ogół trudnych warunkach czyściutkie dowieziemy do domu /smak świeżego dorsza znacznie odbiega od tego z Reala/

#12 ~tadeo~

~tadeo~
  • Goście

Napisano 05 październik 2009 - 16:36:02

Ja jeżdzę od kilku lat na bałtyk z częstotliwością 6-8 razy w roku, i powiem że również zdarzały się sytuacje iż dorsze spadały po kilku metrach holu. Nigdy nie przywiązywałem do tego większej uwagi. Ale z moich doświadczeń wiem że podstawą w pewnym zacięciu i holu jest ostra kotwica czy haczyk. Na jednym z rejsów koledze spadło kilkanaście dorszy a przyczyną było nie zdjęcie koszulek z grotów nowego pilkera Ha Ha! :lol: Podstawą podczas holu na plecionce jest dosyć miękki kij, króry skutecznie amortyzuje ataki ryby, ja w przypadku jak nie łowię na wrakach nie dokręcam hamulca na maksa, tylko ustawiam go tak aby większy dorsz przy gwałtownych zrywach mógł wyciągnąć trochę plecionki. Przy pompowaniu nigdy nie pozwalam na najmniejszy luz plecionki, przez cały czas muszę czuć na kiju rybę. Technika połowu jest każdego dnia inna raz dorsze reagowały na gwałtowne poderwania innym razem na delikatne prowadzenie. Zdarzało się również że reagowały tylko na kontrolowany opad, lub delikatne wolne poderwania z dna na 30-50 cm. W maju zdarzyło się że dorsze brały w toni przy bardzo delikatnym prowadzeniu pilkera i siadały zarówno na pilka jak i na przywieszkę ( miałem wtedy sporo dubletów, i dwa czy trzy razy po 3 sztuki na raz. Nie napisałeś jaki masz kij, ja używam wędzisk o różnej gramaturze i długości ale bezwzględnie z delikatnymi szczytówkami. Ostatni mój nabytek który jest sprawdzony to mikado sea feder z wymiennymi szczytówkami do 110, 140 i 180 gram, Lowiłem nim i płytko Łeba i głęboko Władek sprawdził się znakomicie ( chociaż na Władku podczas holu trzy pierwsze dorsze mi spadły.

#13 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 06 październik 2009 - 05:13:50

Witam
Koledzy prosili o wypowiadanie sie na forum o wędkarstwie morskim, więc postaram się podzielić garścią informacji o metodach łowienia dorszy.

Pływam na kutrach po Bałtyku od 7 lat, więc trochę tej wiedzy się już uzbierało. Generalnie na naszym wybrzeżu dorsze można łowić z dryfującego kutra, a ostatnio także z małych łodek(darłowko). Stosuje się ciężki morski spinning. Wędki do takiego łowienia są w zakresie długości 2,1-3,6m i ciężarze wyrzutowym 150-300 gram. Na płytkich łowiskach stosuje się raczej te dłuższe o mniejszym cw, na głębokich na odwrot. Do tego porządny morski kołowrotek z nawiniętymi ok 200 m plecionki o średnicy 0,15-0,25 mm i zaczynamy. Plecionka dlatego, że o wiele lepiej niż na żyłce wyczuwa się brania.
Na płytkich łowiskach łowi się na głębokości 20-40m(Kołobrzeg, Darłowko, Ustka, Łeba), we Władysławowie i na Helu nawet do 100 m. Łowi się na pilkery o ciężarze 80-200 gram, ciężar pilkera dobiera się w zależności od głębokości łowiska i prędkości dryfu. Jako pilkery stosuję tobiasze, skageraki, delfinki i parasolki w rożnych kolorach w zależności od pory dnia i tego co akurat tego dnia dorszom pasuje. Zestawy zawsze dozbrajam jedną przywieszką(twister, mucha) na przyponie żyłkowym w odległości 30-50 cm od pilkera-na troku bocznym. Szczegołowe opisy wykonania takich przyponow można znaleźć w internecie i prasie wędkarskiej.
Nigdy nie zakładam więcej niż 1 przywieszkę w zestawie z pilkerem, po pierwsze dlatego, że jest to niezgodne z regulaminem, a poza tym taki zestaw, jak gotowe dostępne w handlu 3-haczykowe, częściej się plącze. Czasami łowię też zestawem uzbrojonym w 2 przywieszki i pilkera bez kotwicy. To tyle, jeżeli chodzi o sprzęt.
Technika łowienia sprowadza się do sprowadzenia pilkera na dno na napiętej lince i jego podrywaniu i opuszczaniu z powrotem do dna lub w jego pobliże. Jest podobna do łowienia sandaczy z opadu. Nie ma potrzeby podrywania pilkera na dużą wysokość, gdyż dorsz jako ryba denna stoi z reguły przyklejony do dna lub przeszkod dennych. Poza tym takie szarpanie metodą burta-głowa źle się kojarzy. Są dwa sposoby prowadzenia pilkera w zależności od burty na ktorej się łowi-chodzi tu o kierunek dryfu. Na burcie napływowej,gdy kuter dryfuje burtą do fali, zarzucamy jak najdalej w morze i sprowadzamy pilkera do siebie łagodnymi skokami wykorzystując w tym celu kołowrotek i wędkę. Na burcie zapływowej można spuścić pilkera przy samej burcie i tu nim pracować,popuszczając plecionkę, gdy pilker poderwie się zbyt wysoko nad dno i utraci z nim całkowicie kontakt. Choć i na tej burcie można zarzucać daleko i czasami ta metoda przynosi najlepsze efekty. Całość najlepiej wyprobować na morzu pod okiem doświadczonego wędkarza. I to chyba tyle
Jesli masz pytanie zapraszam do tego tematu Temat na forum

#14 ~piotr~

~piotr~
  • Goście

Napisano 05 wrzesień 2012 - 20:59:43

KUPIĘ 1,5 TONY TYGODNIOWO
ŚWIEŻEJ RYBY Z KUTRA
PROSTO OD RYBAKÓW
BEZ POśREDNIKÓW
STAŁA WSPÓŁPRACA
DORSZ,ŚLEDZ,FLĄDRA
TEL.604641616

#15 ~ted~

~ted~
  • Goście

Napisano 11 wrzesień 2012 - 10:57:35

Witam
Koledzy prosili o wypowiadanie sie na forum o wędkarstwie morskim, więc postaram się podzielić garścią informacji o metodach łowienia dorszy.

Pływam na kutrach po Bałtyku od 7 lat, więc trochę tej wiedzy się już uzbierało. Generalnie na naszym wybrzeżu dorsze można łowić z dryfującego kutra, a ostatnio także z małych łodek(darłowko). Stosuje się ciężki morski spinning. Wędki do takiego łowienia są w zakresie długości 2,1-3,6m i ciężarze wyrzutowym 150-300 gram. Na płytkich łowiskach stosuje się raczej te dłuższe o mniejszym cw, na głębokich na odwrot. Do tego porządny morski kołowrotek z nawiniętymi ok 200 m plecionki o średnicy 0,15-0,25 mm i zaczynamy. Plecionka dlatego, że o wiele lepiej niż na żyłce wyczuwa się brania.
Na płytkich łowiskach łowi się na głębokości 20-40m(Kołobrzeg, Darłowko, Ustka, Łeba), we Władysławowie i na Helu nawet do 100 m. Łowi się na pilkery o ciężarze 80-200 gram, ciężar pilkera dobiera się w zależności od głębokości łowiska i prędkości dryfu. Jako pilkery stosuję tobiasze, skageraki, delfinki i parasolki w rożnych kolorach w zależności od pory dnia i tego co akurat tego dnia dorszom pasuje. Zestawy zawsze dozbrajam jedną przywieszką(twister, mucha) na przyponie żyłkowym w odległości 30-50 cm od pilkera-na troku bocznym. Szczegołowe opisy wykonania takich przyponow można znaleźć w internecie i prasie wędkarskiej.
Nigdy nie zakładam więcej niż 1 przywieszkę w zestawie z pilkerem, po pierwsze dlatego, że jest to niezgodne z regulaminem, a poza tym taki zestaw, jak gotowe dostępne w handlu 3-haczykowe, częściej się plącze. Czasami łowię też zestawem uzbrojonym w 2 przywieszki i pilkera bez kotwicy. To tyle, jeżeli chodzi o sprzęt.
Technika łowienia sprowadza się do sprowadzenia pilkera na dno na napiętej lince i jego podrywaniu i opuszczaniu z powrotem do dna lub w jego pobliże. Jest podobna do łowienia sandaczy z opadu. Nie ma potrzeby podrywania pilkera na dużą wysokość, gdyż dorsz jako ryba denna stoi z reguły przyklejony do dna lub przeszkod dennych. Poza tym takie szarpanie metodą burta-głowa źle się kojarzy. Są dwa sposoby prowadzenia pilkera w zależności od burty na ktorej się łowi-chodzi tu o kierunek dryfu. Na burcie napływowej,gdy kuter dryfuje burtą do fali, zarzucamy jak najdalej w morze i sprowadzamy pilkera do siebie łagodnymi skokami wykorzystując w tym celu kołowrotek i wędkę. Na burcie zapływowej można spuścić pilkera przy samej burcie i tu nim pracować,popuszczając plecionkę, gdy pilker poderwie się zbyt wysoko nad dno i utraci z nim całkowicie kontakt. Choć i na tej burcie można zarzucać daleko i czasami ta metoda przynosi najlepsze efekty. Całość najlepiej wyprobować na morzu pod okiem doświadczonego wędkarza. I to chyba tyle
Jesli masz pytanie zapraszam do tego tematu Temat na forum


Witam, a jaki termin kalędarzowy jest najlepszy na połów dorsza i które łowiska byś uznał za najciekawsze?

#16 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 11 wrzesień 2012 - 11:05:56

Witam, a jaki termin kalędarzowy jest najlepszy na połów dorsza i które łowiska byś uznał za najciekawsze?

Najciekawsze łowisko to jest na targowisku.
Dzis bylem i moglem łowic do woli np fladra biedna bo biedna czytaj chuda 5,50 zl/kg
Dorsze tez plywaly ale takie sledziaki wiec dalem spoko.
Byly ladne leszcze takie powyzej 1 kg.

#17 ~Ania~

~Ania~
  • Goście

Napisano 11 czerwiec 2013 - 08:16:02

Ja ostatnio pływałam z http://www.fish-one.pl/ i złapałam 3 przepiękne sztuki :) Cóż za przeżycia :)

Polecam każdemu.



#18 ~Wojciech~

~Wojciech~
  • Goście

Napisano 03 grudzień 2013 - 21:44:00

jak dla mnie rewelacja. Wypłynąłem z Kołobrzegu z załogą Pelicana i wspomnienia pozostaną ze mną do końća życia. To była taka męska wyprawa z prawdziwego zdarzenia:D





Dodaj odpowiedź



  


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych